Druciane dekoracje.

Uff jak gorąco. Ale nie narzekam, wolę już aby było bardzo ciepło, niż miałby padać deszcz i musiałabym oglądać wędrujące po niebie chmury. A ja tak uwielbiam jak po całym domu tańczą promienie słońca i dają energię do działania.
Ostatnio jakoś brak mi sił i mimo wielu pomysłów i początkowej motywacji w trakcie prac dopada mnie zwątpienie i rezygnacja.
Nie wiem czym to jest spowodowane, ale takiego stanu mam już dosyć i muszę wziąć się za siebie.Zmieniając temat, chciałam Wam pokazać jak wdzięcznym elementem są druciane dekoracje.
Wg mnie są świetne. Poniżej kilka zdjęć, jak rozgościły się w naszym domu.Patera na owoce lub nietypowa ozdoba na ścianę.

Mały świecznik.

druciany koszyk Pepco, druciana patera, druciany rower, druciany świecznik, biało czarna łazienka, druciane dekoracje, dekoracje z drutu
Koszyki z Pepco, dla których zastosowań może być mnóstwo.
Możecie sprawdzić, jak wykorzystała je Alicja z bloga Biały Zakątek o tutaj.
druciany koszyk Pepco, druciana patera, druciany rower, druciany świecznik, biało czarna łazienka, druciane dekoracje, dekoracje z drutu
Jak się okazuje nawet łazienka jest dla nich odpowiednim miejscem.
druciany koszyk Pepco, druciana patera, druciany rower, druciany świecznik, biało czarna łazienka, druciane dekoracje, dekoracje z drutu
Druciany rower to chyba moja ulubiona ozdoba.
W teorii podpórka do książek.
U mnie solo :).
Mąż zakupił dla mnie stołek Bekvam w Ikei.
Miał mieć drewniane stopnie i białe nogi, ale tak mi się spodobał w wersji surowej, a bezbarwny lakier Vidaron pięknie uwidocznił rysunek drzewa.
Zdjęcie prze lakierowaniem.
stołek Bekvam Ikea

Po.

stołek Bekvam Ikea
Stołek zagościł w pokoju dziewczyn.
Dobrze mu tam, ale zapewne będzie go wszędzie pełno.
Razem z mężem tworzymy obecnie coś, co ma być dekoracją i pomoże ukryć dużą rzecz :).
Zaglądajcie, postaram się wkrótce pokazać Wam co wymyśliliśmy.
Na dziś to już wszystko.
Udanego dnia :).

 

Nalewka truskawkowa – smak lata zamknięty w butelce.

Trzy lata temu po raz pierwszy spróbowałam stworzyć własną nalewkę.
Wstrzeliłam się w sezon truskawkowy, a że wówczas owoce rosły jak szalone, oczywistym stał się smak tej, która miała powstać.
Przepis znalazłam gdzieś w internecie, ale mimo szczerych chęci nie mogę znaleźć źródła,
z którego ten przepis zaczerpnęłam.Na zdjęciu poniżej specyfik z tamtego roku.